Czy jestem (nie)wystarczająco dobra?

Jakiś czas temu zauważyłam, że kiedy się wstydzę lub wątpię w siebie, tym bardziej staram się dopasować do oczekiwań innych. Uderzyła mnie świadomość, jak bardzo „nie moje” są postawy, które przyjmuję w takich sytuacjach. Druga myśl, jaka się pojawiła to, że czuję się przez to zmęczona. Jakby coś wysysało ze mnie całą energię i chęć do życia.

Zaczęłam więc zwracać większą uwagę na to, co się dzieje, kiedy tak zaczynam się czuć. Chciałam złapać ten moment, w którym odpuszczam sobie bycie sobą. I niestety było to częściej, niż chciałabym się na to przyznać sama przed sobą. Nie zrozum mnie źle – czasem świadomie podejmuję decyzję, że potrzebuję, aby bardziej dopasować się do sytuacji, osób i zachować się trochę inaczej, niż mam na to ochotę. Bycie częścią jakiejś grupy czy utrzymanie więzi czasem tego potrzebuje. Robię też tak, bo uważam, że tak będzie dla mnie lepiej. Na przykład: kiedy mam chandrę i wolę zostać w domu, a znajomi nalegają na wspólne wyjście, to daję się im przekonać. Lub kiedy jest paskudna pogoda, a mój mąż nalega na spacer i „budowanie odporności polarnego niedźwiedzia”, to pomarudzę, ale jednak zrobię, co proponuje. Mimo, iż czasem zgadzanie się na prośby innych wiąże się z jakimś dyskomfortem, to wierzę jednak, że wyjdzie mi to na dobre. Albo kiedy stresuję się przed szkoleniem, to jednak nie odpuszczam go sobie, tylko przygotowuje się do niego najlepiej, jak potrafię i realizuję je (choć w pierwszym odruchu mam ochotę powiedzieć, że to za trudne, nie dla mnie, nie znam się, nie robiłam tego do tej pory, itp.). I wbrew pozorom, nie jest mi łatwo robić to wszystko nawet, jeśli wiem, że będzie to dla mnie korzystne. Niektórzy powiedzieliby, że „chwytam byka za rogi”.

Ja tu jednak myślę o takich sytuacjach, w których chciałabym pozwolić sobie na coś, co czuję, że przez innych nie byłoby dobrze przyjęte. Na przykład, kiedy z kimś się nie zgadzam lub uważam, że to, co ktoś mówi, nie jest prawdą. Albo kiedy czuję się oszukana, bo umawialiśmy się na coś i ktoś nie dotrzymał ustaleń. Lub kiedy znajdę się w sytuacji, na która nie byłam gotowa i na przykład zostaje wywołana do odpowiedzi lub palne jakąś gafę. Zastanwiam się, co sobie pomyślą inni… Chcę zachować twarz. I kmbinuję, co zrobić. Chociaż w takich sytuacjach mam ochotę powiedzieć co czuję, co myślę, jak coś odbieram… Nawet tupnąć nogą. Wyrazić swój gniew. Chcę to zrobić najlepiej, jak potrafię, być asertywną… Albo po prostu rozpłakać się… A jednak wycofuję się z obawy, jak to zostanie przyjęte .Albo reflekcja, że tak powinnam zareagować przychodzi do mnie po czasie, kiedy już ochłonę.

To ciągłe analizowanie, jak coś zostanie przyjęte i co powiedzą inni. Z drugiej strony, kiedy już pójdę za tym i zrobię co i jak chcę, to wstydzę się, że byłam zbyt bezpośrednia, zbyt skupiona na sobie, zbyt odważna… Albo: za mało elastyczna, za mało wyrozumiała, za mało ponadto… 

Czy wiesz, o czym mówię? Czy Ty też tak czasem masz?

„Być jedynie sobą w świecie, który dniem i nocą robi wszystko, byśmy byli wszystkim tylko nie sobą, oznacza dla człowieka najcięższą możliwą walkę – i w dodatku taką, która nigdy się nie kończy”. Zatem autentyczność wymaga od nas prawdziwej – i stałej – odwagi.” – E. E. Cummings

Wysysało to ze mnie energię, takie ciągłe analizowanie czy aby na pewno jestem wystarczająca…

Perfekcjonizm

Chciałam zrozumieć, skąd ten wstyd. Olśnienie przyszło, kiedy przeczytałam książkę Brené Brown („Dary niedoskonałości”):

„Tam, gdzie w grę wchodzi perfekcjonizm, zawsze gdzieś za rogiem czai się wstyd. Prawdę mówiąc, wstyd bierze się właśnie z perfekcjonizmu”. – B. BROWN

Swój perfekcjonizm zazwyczaj rozważałam w kategoriach zadań. Byłam świadoma, że mam potrzebę dopinania wszystkiego na ostatni guzik, poprawiania tego, co już było dobre, ale nie idealne (moim zdaniem) czy też wprowadzania poprawek do poprawek… I raczej nie zastanawiałam się, po co mi to. Skąd ta potrzeba idealności tam, gdzie tylko mogłam ją wypracować. A tutaj nagle uświadomiłam sobie, że:

  • Perfekcjonizm nie jest tym samym co próby osiągnięcia jak najlepszych rezultatów. Nie dotyczy on dobrych dla nas osiągnięć i rozwoju. Jest to przekonanie, że jeśli będziemy żyć, wyglądać i zachowywać się perfekcyjnie, zmniejszymy do minimum lub nawet unikniemy poczucia winy, bycia osądzanym i wstydu. Jest on tarczą. I to potwornie ciężką tarczą, którą nosimy, myśląc, że nas obroni, choć tak naprawdę trzyma nas przy ziemi.

  • Perfekcjonizm to nie to samo co samodoskonalenie. W perfekcjonizmie chodzi o zdobycie akceptacji i poklasku. Większość perfekcjonistów w dzieciństwie chwalono za dobre zachowanie i osiągnięcia (stopnie, maniery, przestrzeganie reguł, schlebianie innym, wygląd, sporty). I gdzieś po drodze uwierzyli oni – na własną zgubę – że są tym, co i jak osiągną. Mają oni zadowalać, działać, doskonalić. Zdrowe wysiłki zawsze skupiają się na osobie, która je podejmuje, i na tym, co może osiągnąć. Perfekcjonizm zaś skupia się na innych i tym, co sobie pomyślą (B. Brown, “Dary niedoskonałości)).

Badania pokazują, że perfekcjonizm przeszkadza w odnoszeniu sukcesów, budzi lęk, naraża nas na depresję i paraliż życiowy*.

Kluczowe stało się dla mnie zrozumienie, że wszyscy doświadczamy wstydu. Inni mogą wstydzić się nawet tego samego, co ja. Ważne jest jednak, aby dać sobie prawo do bycia nieperfekcyjną i odpuścić sobie. Dowiedziałam się też, że można rozwinąć odporność na wstyd i ćwiczyć współczucie dla samych siebie.

 „Tym, co jest naprawdę trudne, a jednocześnie zachwyca, jest rezygnacja z bycia doskonałym i praca nad tym, by stać się sobą” – A. QUIDLEN

Kiedy sama siebie potraktuję z większą miłością i współczuciem, jestem też bardziej odporna na wstyd. Dzięki temu coraz częściej godzę się z własną niedoskonałością i daję sobie na nią prawo. 

Jak zacząć?

Wzięłam kartkę papieru i zaczęłam spisywać odpowiedzi na pytanie: „Czego się wstydzę?”. 

Pytanie zapisałam na górze kartki, a następnie zaczęłam notować wszystko, co przyszło mi do głowy. Ważne, żeby siebie nie cenzurować i zapisywać rzeczywiście wszystko, co przyjdzie na myśl. 

A potem znalazłam sobie słuchacza, z którym mogłam o tym porozmawiać. Który nie będzie oceniał, tylko wysłucha. Który nie będzie użalał się, tylko okaże współczucie i zrozumienie. Już sama prośba o tę rozmowę była dla mnie ważnym krokiem do poradzenia sobie ze wstydem. Musiałam wyjść poza potrzebę bycia idealną w czyichś oczach. A potem, kiedy zaczęłam opowiadać, już było tylko łatwiej… 

No więc trenuję ODPUSZCZANIE SOBIE i DAWANIE SOBIE PRAWA NA BYCIE NIEIDEALNĄ w tym co robię.

Dołączysz?

Gdybyś szukała inspiracji, jak możesz samodzielnie popracować nad wstydem, to TUTAJ znajdziesz dodatkowe ćwiczeniwe.


Źródła: 

A. Dodziuk, “Wstyd”, Wyd. Charaktery, Kielce 2018

B. Brown, “Dary niedoskonałości. Jak przestać się przejmowac tym, kim powinniśmy być i zaakceptować to, kim jesteśmy”, Wyd. Media Rodzina, Poznań 2012B.

*Brown, “Dary niedoskonałości”, przypis nr 15, s. 389 (na temat badań):

Joe Sco, The Eff ect of Perfectionism and Unconditional Self-Acceptance on Depression, w: „Journal of Rational-Emotive and Cognitive Behavior erapy” 25 nr 1 (2007), s. 35–64; 

Anna M. Bardone-Cone, Katrina Sturm, Melissa A. Lawson, D. Paul Robinson i Roma Smith, Perfectionism across Stages of Recovery from Eating Disorders, w: „International Journal of Eating Disorders” 43 nr 2 (2010), s. 139–148;

Hyunjoo Park, P. Paul Heppner i Dong-gwi Lee, Maladaptive Coping and Self-Esteem as Mediators between Perfectionism and Psychological Distress, w: „Personality and Individual Diff erences” 48 nr 4 (marzec 2010), s. 469–474”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.